Return to site

Janusze organizacji

Mamy za sobą dwie dobitne porażki organizacyjne. Przeprowadzenie konkursów na dyrektora instytucji: Miejskiego Centrum Kultury i Miejskiego Ośrodka Sztuki okazało się sztuką ponad siły Wydziału Organizacyjnego Urzędu Miasta.

Po kolei? Proszę bardzo.

​1.
Mimo że o kończącej się umowie (MCK) i odejściu na emeryturę (MOS) dyrektorek instytucji wiadomo było od dawna, urząd ogłasza konkursy na ostatnią chwilę. E tam, w Gorzowie jakoś się to ogarnie.

2.

Ogłosić konkurs – to też sztuka! Przynajmniej dla naszego ulubionego Wydziału Organizacyjnego. Mimo że istnieje Rozporządzenie Ministra, określające organizację i tryb przeprowadzania konkursu, w Gorzowie go nie doczytano...

 

- 3 czerwca urząd publikuje informację o konkursie na dyrektora MCK-u w Biuletynie Informacji Publicznej, podając termin składania ofert na za 30 dni. Uuuups! Po kilku dniach w Wydziale Organizacyjnym doczytują Rozporządzenie, w którym stoi, że te 30 dni "leci" od publikacji W GAZECIE, a nie na BIP. No to szybciutko poszła notka do prasy, cichutko dokonano zmiany terminu na BIP, dodając przy okazji 2 kolejne wymogi formalne. Zmiany nie było widać. Nikt się nie zorientuje...

 

- Rozporządzenie mówi, co dokładnie ma zawierać ogłoszenie o konkursie oraz że ma być opublikowane w dziennikach. Tymczasem to, co opublikowano, to zaledwie informacja, że jest konkurs, nie wyczerpująca wytycznych z par. 3. 3 Rozporządzenia.

 

- Brak postanowienia o ogłoszeniu konkursu, o którym mowa w § 2 Rozporządzenia.

 

- Rozporządzenie definiuje również, co ma być przez kandydatów złożone, a zatem: WNIOSEK O PRZYSTĄPIENIU DO KONKURSU oraz inne wskazane w ogłoszeniu dokumenty. Zabrakło tego pierwszego. W związku z czym, kiedy urząd wyłożył się w realizacji terminów podanych w ogłoszeniu o konkursie, pani z Wydziału Organizacyjnego jak lwica chroniła tajności złożonych dokumentów, co jednocześnie powodowało, że nie poinformowała kandydatów o opóźnieniu, twierdząc, że nazwiska osób kandydujących są nieznane i niedostępne, w zamkniętych kopertach z koncepcjami programowymi...


- złamano również  § 9.1 Regulaminu Organizacyjnego. Konkurs nie został zarządzony żadnym aktem prawnym. W cywilizowanym świecie, w celu ogłoszenia konkursu na dyrektroa instytucji kultury, wydaje się Zarządzenie, gdzie zawiera się wszytsko dokładnie, razem z działaniami, które mają być podjęte. U nas - publikacja na BIP, jakby konkurs na dyrektora instytucji był naborem wewnętrznym na stanowisko urzędnicze... Z tego myślenia wynikło też wiele kolejnych błędów.

 

 

 

Nic to, że wszędzie w innych miastach wiadomo, kto kandyduje. Jest to nawet wcześniej podawane - o zgrozo! -opinii publicznej. A tymczasem w Gorzowie zdezorientowani kandydaci i pracownicy dzwonili do mnie (sic!), by ustalić, co się dzieje z konkursami, bo w urzędzie wielkie milczenie.
Zadzwoniłam więc do Wydziału Organizacyjnego. Tam natknęłam się na lwicę. Na nic tłumaczenie, że termin zapowiedzianych rozmów z kandydatami minął, więc wypada wykonać jakiś gest, a urząd nie informuje ani kandydatów, ani instytucji, ani opinii publicznej; że poczucie odpowiedzialności, że kultura wymagałaby... Nie przemówiło. Czy to lekceważenie ludzi, arogancja czy jest na to jakieś inne słowo?

3.
Po rozmowie z lwicą mam olśnienie: podejrzewam, skąd to opóźnienie. Dzwonię do Ministerstwa Kultury, bo obstawiam, że urząd po prostu nie zorientował się, że MOS jest na liście instytucji, w których konkurs jest obligatoryjny, a zaprosić do komisji trzeba 2 przedstawicieli Ministerstwa... No tak. Rzeczywiście. Urząd oprzytomniał na kilka dni przed posiedzeniem komisji, wysłał list do Ministerstwa 29 czerwca, list dotarł 4 lipca, a posiedzenie miało być 6 lipca... Zrozumiałe, że konkurs nie zdążył odbyć się w terminie.

 

4.
Zagadka opóźnienia rozwiązana, ale kandydaci i instytucje dalej nie poinformowani ani o fakcie opóźnienia (zapewne domyślili się sami, kiedy minął już termin i nikt do nich z urzędu nie zadzwonił :/), ani o przyczynach, ani o planowanych terminach rozmów. Dalej więc toczę z lwicą bój o kulturę... informowania. A lwica dalej chroni kultury tajności, mówi że koperty nieodpieczętowane muszą być i kropka. Pytam więc: to w jaki sposób zamierzacie do jasnej cholery (tak, przyznaję, nerwy mi puszczają, jak odbijam się od braku logiki) poinformować kandydatów o nowym terminie posiedzenia komisji? Ponownie zażądałam wysłania informacji do kandydatów i do instytucji. Poinformowali.

5.
Nadchodzi konkurs na dyrektora MCK-u. Prezydent powołuje 9-osobową, quasi-demokratyczną komisję, w której... zapewnia sobie większość (
http://bit.ly/2bd3xJW). Wydział Kultury nie miał ŻADNEGO wpływu na skład komisji. Ot, takie lokalne zwyczaje kreowania miejskiej polityki kulturalnej. Co więcej, na 5 osób z urzędu , aż troje nie zna się na kulturze.

Po co więc farsa z konkursem? MCK to instytucja, w której konkurs nie jest obligatoryjny. Skoro więc miał wygrać kolega obecnej pani dyrektor, to trzeba było skorzystać z ustawowej opcji powołania kandydata bez konkursu, a nie tworzyć pozory przejrzystości i udawać wsłuchiwanie się w głos i kompetencje ludzi kultury.

Dlaczego piszę, że miał wygrać? Hmmmm... A która nieustawiona komisja zagłosowałaby tak, że oboje kandydatów uzyskuje od 9-osobowej komisji TĘ SAMĄ liczbę punktów – 266? Dodam, że punkty nie były podliczane w obecności komisji - urzędniczka wyniosła je z sali, policzyła i objawiła idealnie równy wynik. W obliczu remisowego wyniku (komisja musiała w ten remis uwierzyć na słowo), następuje głosowanie. Ojej, jakie zdumienie, kiedy WSZYSCY przedstawiciele urzędu głosują tak samo – za kandydatem, który otwarcie mówi, że na działalności MCKu się nie zna, który nie ma doświadczenia pracy w kulturze (był jeno dyrektorem radia), który życzy sobie 8 tys. zł wypłaty oraz powołania dyrektora do spraw programowych...

Pielgrzymuję do urzędu, domagając się udostępnienia programów kandydatów. To osobna komedia. Nie dostałam.

6.
W cywilizowanych miastach etapy konkursu przeprowadzane są w pewnych odstępach czasu. Najpierw komisja ocenia warunki formalne. Kto ich nie spełnił, nie jest zapraszany na rozmowę. W Gorzowie wszystko jednego dnia – i na darmo trudzono jedną kandydatkę z innego miasta. Następnie w cywilizowanych miastach komisja dostaje koncepcje programowe kandydatów, ma czas się z nimi zapoznać, pomyśleć, porównać, przygotować rzeczowe pytania, a rozmowy z kandydatami wyznaczane są za kilka dni. Gorzów: CV oraz koncepcje programowe (mogą mieć po kilka stron, niektóre miasta aż sugerują limity – np. maksymalnie 10) zostają odczytane przez sekretarz komisji. Po tej recytacji od razu następują przesłuchania kandydatów. Komisja nie posiada kopii programów, by choćby w nie zerknąć. Taki trening pamięci w pakiecie.

 

7.
Wygrywa Pan Bogdan, a w mieście zaczyna szumieć. Oprócz świadectw ludzi, docierają do nas linki z różnych stron, w tym z archiwum IPN, o Bogdanie z Głogowa – pracowniku Służb Bezpieczeństwa. Gorzów szumi, a radna Marta Bejnar Bejnarowicz pyta w interpelacji, w jaki sposób komisja weryfikowała „nieposzlakowaną opinię”, ujętą w wymogach formalnych.

Pan Bogdan wkrótce rezygnuje z objęcia stanowiska z powodów „formalno-organizacyjnych”.
 

8.
Kolejny konkurs, na MOS, jest już lepiej przygotowany. Skład komisji regulowany ustawą, więc prezydent nie może zapewnić sobie większości. Przewodniczący, według relacji kandydatów i członków komisji, prowadzi posiedzenie elegancko i profesjonalnie. Po moich interwencjach w zwiazku z konkursem w MCK-u, są nawet kopie koncepcji programowych dla komisji! Niestety, wynik obrad jest tajny. Prezydent nie poinformował o ustaleniach komisji. I nie wiadomo, kiedy coś się wydarzy.
Czekamy!

Ale wciąż trzymamy kciuki za Wydział Organizacyjny.

Alina Czyżewska

All Posts
×

Almost done…

We just sent you an email. Please click the link in the email to confirm your subscription!

OKSubscriptions powered by Strikingly